{"type":"rich","version":"1.0","provider_name":"Transistor","provider_url":"https://transistor.fm","author_name":"Radio Wnet","title":"„Wigilia na Antarktydzie połączy nas na zawsze”. Marek Kamiński o wyprawie z synem","html":"<iframe width=\"100%\" height=\"180\" frameborder=\"no\" scrolling=\"no\" seamless src=\"https://share.transistor.fm/e/d602626a\"></iframe>","width":"100%","height":180,"duration":3090,"description":" 31 stycznia 2025 r. Marek Kamiński i jego 18-letni syn Kay stanęli na Biegunie Południowym, kończąc pierwszy etap projektu „Pole 2 Pole”. Wyruszyli 9 grudnia, a cel osiągnęli o 3:30 czasu polskiego. Dla 61-letniego podróżnika to także symboliczny powrót do historii: trzy dekady temu – w 1995 roku – jako pierwszy człowiek na świecie zdobył oba bieguny Ziemi bez wsparcia z zewnątrz. Wyprawa ma być nie tylko sportowym wyczynem, ale też opowieścią o tym, jak zmienił się świat przez 30 lat i czego – mimo technologii – wciąż szukamy w sobie.O swojej wyprawie – która ma prowadzić z Antarktydy aż ku Arktyce, ale po drodze zahaczać o miejsca-symboliczne, „wcielenia człowieka przyszłości”– Kamiński opowiadał w Radiu Wnet. Podkreślał, że „biegun” to nie wyłącznie punkt na mapie. To także stan wewnętrzny, granica, próg, który każdy człowiek ma gdzie indziej. Jak mówił, „te bieguny są umowne. (…) biegunów jest tyle, co ludzi\".Tą drogę (…) chcę przebyć przez różne wcielenia człowieka przyszłości. To będzie wyprawa bardziej metaforyczna niż tylko odwiedzenie konkretnych miejsc– wskazał.W planie pojawiają się m.in. Atakama „przypominająca Marsa”, Patagonia, Półwysep Antarktyczny, Ekwador nazwany „krajem długowieczności”, San Blas jako wizja bezludnych wysp i potencjalnej „przyszłej” samotności ludzkości, a dalej: treningi kosmiczne w USA, Grenlandia, Spitsbergen i finał na biegunie północnym.„Wigilia na Antarktydzie” – wyprawa ojca z synem i ciężar odpowiedzialnościNajmocniej wybrzmiał jednak nie plan logistyczny, tylko to, co działo się między ojcem i synem w warunkach, gdzie nie da się „pomóc w stu procentach”. Kamiński przyznał wprost: bał się o Kaya – nie dlatego, że syn „nie da rady”, ale dlatego, że w ekstremum nie da się przejąć za drugiego człowieka jego zadań i jego wysiłku.Bałem się o Kaya i bałem się, że nie damy sobie razem rady, że ja nie będę też w stanie mu pomóc, bo nie można za kogoś iść, nie można komuś pomóc w stu procentach– mówił podróżnik.Wspominał momenty...","thumbnail_url":"https://img.transistorcdn.com/GK9LMyKrJ-xyu5LgrufCr8QxQQ9SaMJIhAE6uYFSz9U/rs:fill:0:0:1/w:400/h:400/q:60/mb:500000/aHR0cHM6Ly9pbWct/dXBsb2FkLXByb2R1/Y3Rpb24udHJhbnNp/c3Rvci5mbS8xYmI2/NGU3YWFmZWJlOGY4/MzhhOWMwOGYyNmZh/NjMxNC5qcGc.webp","thumbnail_width":300,"thumbnail_height":300}