W rytmie muzyki zespołu The Jets audycja przeniosła słuchaczy na Wyspy Salomona. Gościem była Weronika Agalmame z biura podróży Opal Travel, która we wrześniu 2024 roku zorganizowała wyprawę łączącą Papuę-Nową Gwineę, Wyspy Salomona, Vanuatu i Fidżi.
– „Każdego roku robię jakieś dziwne wyprawy, łączę kraje, nie ma takich wypraw na rynku polskim” – mówiła. Jak przyznała, program na Wyspach Salomona musiał zostać skrócony z czterech do dwóch dni z powodu problemów z przelotami z Papui-Nowej Gwinei.
Pierwotnie plan zakładał zwiedzanie miejsc związanych z II wojną światową. – „Mieliśmy mieć program szlakiem drugiej wojny światowej. (…) Odbyły się tam bardzo ostre starcie między Stanami Zjednoczonymi a Japończykami” – opowiadała. Ostatecznie jednak grupa skupiła się na przyrodzie i kulturze.
Bazą była stolica kraju, Honiara. Jednego dnia uczestnicy wyruszyli na trekking do słynnego wodospadu. – „Powiedziano nam, że ten trekking będzie trwał trzy kilometry, co się okazało, że w jedną stronę prawie było dziesięć kilometrów i droga była naprawdę bardzo trudna” – relacjonowała. Sam wodospad nie dorównywał Niagarze czy Wodospadom Wiktorii, ale – jak podkreśliła – dla mieszkańców jest ważnym symbolem przyrody.
Największe wrażenie zrobiło jednak spotkanie z lokalną społecznością. – „Społeczność Wysp Salomona składa się z Melanezyjczyków i Polinezyjczyków. Główną 90% to są właśnie Melanezyjczycy” – wyjaśniła. W jednej z wiosek grupa zobaczyła kobiety i dzieci o ciemnej skórze i naturalnie blond włosach. – „Te dziewczynki po prostu przepiękne, z tą ciemną skórą i z tymi białymi włoskami” – wspominała. Jak dodała, „10% dzieci ma właśnie białe włosy”.
Dla turystów przygotowano pokaz śpiewu, tańca, gotowania i rękodzieła. – „To było naprawdę fantastyczne przeżycie” – podkreśliła.
Zaskoczeniem dla Europejczyków okazał się też zwyczaj żucia orzechów betelowych. – „Jak się te orzechy żuje, to one wydają taki kolor czerwony. (…) Wszędzie widać takie czerwone plamy” – mówiła. To powszechna używka, stosowana przez młodych i starszych.
Wśród lokalnych legend pojawia się również opowieść o gigantach z kosmosu. – „Oni są przekonani, że na Wyspy Salomona przybyli ludzie giganci z kosmosu (…) i nadal przybywają” – relacjonowała Agalmame, dodając, że motyw ten wykorzystywany jest w produkcji pamiątek.
Choć kulinarnie wyspy jej nie zaskoczyły – „to był taki typowy obiad rybno-mięsno-owocowy” – to cała wyprawa była wymagająca. – „Ta wyprawa bardzo dużo kosztowała mnie wysiłku psychicznego, fizycznego” – przyznała. Mimo to nie wyklucza powrotu do projektu, zwłaszcza że zainteresowanie klientów pozostaje duże, a termin łączy się z barwnym festiwalem Goroka w Papui-Nowej Gwinei.
Wyspy Salomona – choć trudno dostępne i logistycznie wymagające – pozostają według niej miejscem wyjątkowym: z historią, surową przyrodą i kulturą, której „nie da się odzobaczyć”.