Szczerze o HR-ze to audycja, w której pasja i wyzwania świata HR spotykają się twarzą w twarz. Z naszymi gośćmi i gościniami szczerze rozmawiamy o tym co w HR kochamy, czego nie znosimy i z czego jesteśmy dumni.
Witaj w świecie szczerze o HR-ze. Miejscu gdzie pasje i wyzwania HR spotykają się twarzą w twarz. Czyli o tym, co w HR kochamy, czego szczerze nie znosimy i z czego jesteśmy dumni. Tu Karol Kapuściński, Wasz przewodnik po świecie HR. Od 15 lat wspierający HR-owców w rekrutacji. W No Fluff Jobs tworzymy przestrzeń gdzie każdy głos ma znaczenie.
Nasza pasja? Transparentność, szczerość i uczciwość w rekrutacjach. Nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. To więcej niż praca to nasza misja. Naszym celem jest zmienianie standardów nie tylko w IT, ale we wszystkich branżach. W szczerze o HR-ze będziemy eksplorować uczyć się i dzielić inspiracjami, rozmawiając z ekspertami i słuchając Waszych historii.
Przygotujcie się na dawkę solidnej wiedzy i energii Dołączcie do nas i razem kształtujmy przyszłość rekrutacji.
Dziś na naszym pokładzie Alina Sztoch, CEO i współwłaścicielka marki Kubota. Zacznę od opisu na LinkedInie, bo myślę, że warto tego posłuchać. Od kilku lat robię wszystko, by Kuboty znalazły się w Muzeum Narodowym, a w słowniku języka polskiego Kuboty były synonimem klapków. PS. Jeśli pracujesz znasz kogoś kto pracuje w Muzeum Narodowym lub PWN, to napisz do mnie.
Zrobimy coś dobrego. Więc zaczynamy od bardzo mocnego apelu moi drodzy Bo myślę, że jak poznacie Alinę, to sami będziecie chcieli na ten apel odpowiedzieć. Więc liczymy na to, że nasz zasięg będzie szeroki, a Alina znajdzie kontakt do Muzeum Narodowego i Kuboty się tam pojawią. Dziś właśnie nietypowo zaczynamy Zaczynamy biznesowo, bo zawsze rozmawialiśmy o HR-ze a dzisiaj bardziej o biznesie i o jego tworzeniu.
A spotykamy się z kobietą która myślę... Budzi i może budzić podziw wielu, nawet w jednym podcaście ktoś powiedział, że zarobiła miliony na obciachu i dlatego właśnie Alinę zapraszamy, bo czujemy że od takich osób warto się inspirować, wiecie, że mówimy o long life learning, mówimy o rozwoju, mówimy o przebranżawianiu, więc myślę, że Alina będzie doskonałą gościnią, aby zainspirować nas do tego jak biznesy tworzyć, ale też jak się rozwijać i wychodzić ze strefy komfortu.
Cześć Alina. Cześć Karol i witam w Sucharczy, bardzo dziękuję za tak miły wstęp. Zaczniemy trochę od historii Dzisiaj nietypowo nie zaczniemy od naszych pytań stricte HR-owych. Zostawimy sobie trzy nasze standardowe pytania na koniec i trochę je zmienimy i sparafrazujemy, ale zaczniemy od historii bo jesteś prawniczką, przeszłaś przez świat filmów.
Skąd pomysł na klapki? Jak to się zaczęło? Zaczęło się z przypadku. Myślę, że jak wiele rzeczy w biznesie. Piotr Kwiatkowski, founder Kuboty, miał pomysł na stworzenie brandu z wymiennymi paskami. Skontaktował się z Wacławem Mikłaszewskim moim wspólnikiem zarówno w pierwszej, jak i w drugiej firmie, czyli Kubocie.
On nas poznał i zaczęliśmy rozmowy, jakby to miało wyglądać. Miał mu taki pomysł. W zasadzie po prawie jednej rozmowie stwierdziłam, że chcę spróbować. Dotychczasowy biznes który prowadziłam był dochodowy, ale był ciężki był bardzo dla mnie stresujący. Był na granicy biznesu nauki
Łatwe, biorąc pod uwagę klimat tego typu inicjatyw w naszym kraju. Dlatego szukałam czegoś innego. Też nie do końca czułam się dobrze w branży filmowej. Nie było to środowisko, które było dla mnie komfortowe. Więc ten pomysł na stworzenie brandu z klatką z wymiennym paskiem jawił mi się jako nawet taki zbawienny, że to jest coś zupełnie nowego, powie w świeżości, że bardzo chętnie spróbuję.
No faktycznie próbowaliśmy coś takiego zrobić przez około 6-9 miesięcy To się nie udało. Nie dostaliśmy gwarancji na takie klapki. Ale biorąc pod uwagę że odmienialiśmy to słowo klapki przez wszystkie przypadki przy tamtym pomyśle. A jak się odmienia w naszym kraju słowo klapki, to chcąc nie chcąc myśli idą w stronę kłopoty.
I gdzieś ta kłopota była zawsze inspiracją dla tego co chcieliśmy zrobić i stwierdziliśmy że może za bardzo kombinujemy. Powinniśmy zmienić model biznesu i spróbować reaktywować kłopoty. Tak się właśnie stało. Ale myśleliście w ogóle o tym, żeby stworzyć swój własny brand jakby podobny do Kuboty, czy od razu to była myśl, że skoro już taka marka była, to może warto ją reaktywować i nie otwierać nie wyważać otwartych drzwi?
Tak, właśnie przez około te 6-9 miesięcy próbowaliśmy zrobić coś swojego Raz że sprototypować produkt, co się nie udało, ale też mieliśmy masę rozkmin na temat właśnie brandu jak to zrobić, jak marketingowo to ugryźć. No i okazało się, że to jest bardzo ciężka sprawa i myślę, że teraz już moje kilka lat doświadczenia branży potwierdza, że to była jak najlepsza decyzja.
To było w zasadzie wrzucanie się z motyką na słońce i ja uważam że stworzenie brandu już w tak bardzo hermetycznym świecie w branży odzieżowo-obuwniczej jest bardzo ciężkie Nie mówię, że jest niemożliwe, jest bardzo ciężkie, więc to, że my zmieniliśmy ten model biznesowy i czerpaliśmy z tego potencjału już istniejącej szeroko rozpoznawalnej marki myślę, że było decydującym czynnikiem sukcesu.
No właśnie, bo o marka to jedno ale wybór branży to też był przypadek bo to jednak branża modowa, jednak trudna też, bardzo konkurencyjna. Między innymi czytając historię, można powiedzieć, że to rozwój branży modowej w latach 90. i pojawienie się brandów zagranicznych też w jakiś sposób spowodowało, że Kubota z rynku zniknęła.
Więc... Tak Ta branża modowa to kwestia zainteresowań czy takiego wyboru bardzo świadomego czy bardziej przypadku? Też przypadek Wiemy, że to nie najlepiej brzmi, ale też przypadek. To jest trochę tak, że ja chciałam uciec od bardzo interdyscyplinarnej branży, jaką była produkcja filmowa, a trafiłam do równie mocno interdyscyplinarnej.
I to tak trochę jest, że zawsze się nam wydaje coś, co jest nieznane, lepsze i gdzieś zaryzykowaliśmy i mimo że właśnie to nie była branża, którą znaliśmy, nie była branża, z której to mieliśmy know-how, jakieś doświadczenia biznesowe, może tak naprawdę w jakiś abstrakcyjny sposób to była też nasza siła Nie powielaliśmy pewnych schematów, dlatego może też takim powiem o świeżości była ta reaktywacja, bo się nie baliśmy, nie baliśmy się, bo nie wiedzieliśmy nawet, że tak się nie robi, bo my bardzo rzeczy robiliśmy niezgodnie że tak powiem właśnie ze sztuką Teraz to wiemy ale wtedy...
Właśnie może to była siła. I tak jeszcze odpowiadając na pytanie, czy to było gdzieś moje zainteresowanie, kompletnie nie. Ja myślę, że tak bardzo się na modzie nie znam. Już teraz się znam, poznałam się, bo musiałam wejść w ten świat i go nawet bardzo polubiłam. Ale ja byłam trochę obrażona na modę i uważałam, że bardzo wiele złych rzeczy z modą jest związanych.
I dopiero właśnie dyrektorka kolekcji, Iwonka Dąbrowska, która jest też moją stylistką i która mnie gdzieś wyciągnęła z tej niewiedzy modowej i znacznie poprawiła jakość mojego ubioru pokazała mi tą fajną stronę mody. Tym, że moda demokratyzuje, że pozwala wyrażać siebie, z jednej strony być częścią czegoś szerszego, a z drugiej strony też bardzo mocno potrafi pokazać nasze indywidualności.
Więc ma takie dwie strony zupełnie różne. Możemy wyrażać siebie przez modę. To jest wszystko fajne, jeżeli faktycznie marka też jest tego świadoma i propozycja wartości, którą daje klientowi jest też dobrze przemyślana i w jakiś sposób, nie chcę powiedzieć, że mądra bo tutaj stawiamy się teraz w takiej pozycji że my wiemy bardziej i lepiej.
Nie, ale jednak my jako kubota w branży mody myślę, że mamy dosyć swoją taką nietość Mamy typową pozycję, że trochę podważamy pewne prawidła, że jesteśmy czujni uważni, trochę się z siebie śmiejemy, mamy do siebie dystans i myślę, że to jest potrzebne i było potrzebne. Więc tak odpowiadając na dosyć szerokie pytanie, dużo przypadków w tym było, że właśnie taka branża nie inna.
Dużo przypadków ale i odwagi, bo z tego co mówisz to na początku żadna z osób, które ten biznes zakładały nie była związana z branżą modową. I trochę do tego chciałbym nawiązać, bo pamiętam jak mnie zainspirował lata temu pewien artykuł, który czytałem, już nie pamiętam w którym czasopiśmie psychologicznym, ale ogromny wpływ nam je wywarł to był artykuł noszący tytuł klątwa wiedzy Mówiący właśnie o tym, że bardzo często biznesy szczególnie biznesy takie dochodowe, innowacyjne zakładają ludzie, którzy nie mają nadmiaru tejże, to znaczy oni nie wiedzą, że czegoś nie można zrobić albo po prostu nie myślą za dużo i tam nie ma bardzo rozbudowanej strategii, ale jest chęć, determinacja, wola stworzenia czegoś nowego i to się zazwyczaj udaje.
Z drugiej strony w jednym z wywiadów czytałem i wspominałaś o tym, że czasem jednak trochę brakowało bo takiego doświadczenia nazwijmy to poukładanego corpo, znaczy takiej doświadczonej firmy w której pracowałabyś obserwowała jak się buduje procesy jak one wyglądają, to powiedz mi, ten brak wiedzy to był bardziej przekleństwo czy jednak bardziej błogosławieństwo w tworzeniu tego biznesu jak myślisz teraz z perspektywy?
Myślę, że to i to. Jeżeli chodzi o produkt, to to było przekleństwo czyli brak znajomości branży w kontekście mody, w kontekście produktowym. Jak robić produkt, jak segmentować produkt, jak kontrolować jakość produktu jak dobierać dostawców. Myślę, że znajomość tego aspektu chroniłaby nas przed masą błędów gdzieś przepalonych budżetów.
Szybciej byśmy doszli po prostu do tego miejsca, w którym jesteśmy. Z kolei jeżeli chodzi o marketing, a Kubota stoi trochę na produkcie i marketingu, to myślę, że nieznajomość marketingu była naszym błogosławieństwem. Bo to było trochę tak, że była nas czwórka czwórka funderów. Każdy musiał się zająć jakąś działką.
Ja się zajęłam marketingiem i nie miałam marketingu pojęcia. Byłam prawniczką, zajmowałam się wcześniej produkcją filmową, nowoczesnymi technologiami w filmie, rozumiałam biznes, rozumiałam liczby, rozumiałam procedury, procesy ale nie miałam zielonego pojęcia o marketingu. Ja pamiętam nawet jak mój właśnie brat powiedział na pytaniach, że chcemy reaktywować Kubota, mówił, że bardzo jest ciekawe jak my sobie poradzimy z tym marketingiem bo wie, że nie mamy takich kompetencji.
I to był taki dla mnie trochę głupi trigger do tego żeby sobie właśnie poradzić. Też osobą którą łatwo nacisnąć na takie czułe punkty nie jest to fajne nie jest to mądre ale pamiętam że to było dla mnie takie, że właśnie chcę dać radę Wszyscy pewnie tak myślą i wiedzą, że nie mamy tych kompetencji, że pewnie sobie nie poradzimy i że w ogóle z reaktywacją marek to jest ciężko i że to nie idzie wcale tak, raczej nie idą te reaktywacje niż idą.
I pamiętam że bardzo się zawzięłam, jakby zaczęłam czytać zaczęłam się dowiadywać i zaczęłam też czerpać z wielu doświadczeń, które miałam takich na granicy kultury, popkultury, psychologii i miałam takie poczucie bardzo mocne, że musimy to po prostu zrobić zgodnie ze sobą z tego jak my to czujemy, jak widzimy, sięgnąć do też takich rzeczy, które może są nieoczywiste jak właśnie Gombrowicz, że Bo my z Gąbrowicza mamy bardzo wiele w Kubocie mieliśmy i ciężko nazwać teraz może to strategią komunikacji, biorąc pod uwagę jak to wtedy wyglądało, ale ja widziałam że Kubota ma w sobie dużo Gąbrowicza i właśnie znowu ta nieznajomość może pewnych prawidł marketingowych, że powinnam zacząć od tego, a od tego, powodowało mi trochę się snuć wokół pewnych pomysłów, błądzić, ale w związku z tym też nie bałam się, że robię coś nie tak, że ktoś mnie ocenia, że no właśnie, że tak się nie robi i tak już podsumowując myślę, że tak, to było błogosławieństwo pozwoliło nam mocno meandrować w stronę różnych, być może dziwnych właśnie pomysłów i pomysłów które by wytrawny marketer od razu odrzucił, a gdzieś to siadło i się spodobało ludziom.
A powiedz mi jeszcze wracając do tej historii no bo jak już pomyśleliście o Kubocie, no to wiadomo, reaktywacja brandu to też albo licencja na wykorzystywanie albo odkupienie wręcz. Ja ostatecznie wiem, jak ta historia się skończyła, ale powiedz mi, to było trudne żeby dotrzeć w ogóle do rodziny Michalskich i ostatecznie przekonać ich do sprzedaży brandu?
Jak to się odbyło, gdybyś mogła zdradzić naszym słuchaczom? Sprzedaż się nie odbyła. Odbyło się wniesienie ostatecznie tego znaku towarowego aportem w nowo założoną spółkę, ale to są powiedzmy na pewne zawiłości prawne, ale odpowiadając właśnie na ten pierwszy człon pytania dotrzeć do rodziny Michalskiej nie było łatwo Było nawet bardzo trudno bo wszystkie dane były w internecie.
Najpierw w urzędzie patentowym była informacja że znak towarowy głupoty jest zastrzeżony oraz firma która te Tę własność te prawa posiada, a w KRS znaleźliśmy namiar na firmę. Więc umówić na spotkanie było łatwo, ale już przekonać rodziny Michalskich do tego, żeby nam początkowo dali licencję na znak towarowy, bo sprzedaż brandu nie wchodziła w grę, no było ciężko I to faktycznie trwało kilka miesięcy to była kilka spotkań bardzo dziwnych dla mnie wtedy, już teraz jak znam rodziny Michalskich to rozumiem jakby po co to robili, wiem, że bardzo sobie cenią też pewne wartości rodzinne, kultura wschodu, więc chcieli sprawdzić takimi pytaniami właśnie o naszą rodzinę, o nasze wartości cele osobiste, zainteresowania, jakimi ludźmi jesteśmy, dopiero jak gdzieś to zaakceptują, to chcieli rozmawiać o biznesie I dla mnie teraz to jest To brzmi logicznie.
Wtedy faktycznie tak nie postrzegałam tamtej sytuacji Ta pierwsza rozmowa, która była dla mnie właśnie dziwna. Ja już rozumiem że ona była w tej kulturze wschodu, którą rodzina Michalskich jest przesiąknięta, ale wtedy tego nie rozumiałam. I bardzo bałam się o to, czy faktycznie uda się gdzieś namówić ich na udzielenie nam licencji.
I mieliśmy takie poczucie nawet po tym pierwszym spotkaniu, że to jest wtopa, że nie dostaniemy tej licencji, że się nie dogadamy że dzieli nas zbyt duża różnica światopoglądowa. Ostatecznie okazało się, że gdzieś ten test przeszliśmy jako ludzie i było kolejne spotkanie, na którym już nie mogłam przedstawiać biznesplani i no to wszystko skręciło w stronę bardziej biznesową dla mnie dużo bardziej intuicyjną więc udało się, tak, trwało to długo było mnóstwo wątpliwości czy się uda no i nie był to łatwy moment na pewno, tak no bo już wcześniej, tak jak jak mówiłam, było to 6 6-9 miesięcy prototypowania klapu z wymiennymi paskami już pewne inwestycje poczynione w związku z tym, nie ukrywam była to dosyć duża nerwówa czy się uda czy nie, ale fajnie że się udało no i potem, jak już dostaliśmy te licencje na znak towarowy na okres 10 lat zaczęliśmy działać zrobiło się ona złośne, zaczęli się zgłaszać do nas inwestorzy i Barierą taką inwestycyjną dla wszystkich inwestorów było to samo, brak własności znaku towarowego.
My to zrozumieliśmy że bez tego znaku towarowego nie zajedziemy dalej i mimo że na początku wydawało nam się to 10 lat dosyć długim okresem, a na pewno właściwym żeby spróbować. I owszem, spróbowaliśmy ale żeby z tego zrobić jakiś taki pełnowartościowy biznes musieliśmy mieć znak towarowy na własność.
Znowu się spotkaliśmy z rodziną Michalskich i oni jakby słuchając tego, co chcemy zrobić, że potrzebujemy tego znaku, powiedzieli że też obserwują, co robimy i że już podoba im się to, co robimy i to oni będą naszym inwestorem. I wtedy założyliśmy nową spółkę, obecnie Kubota S.A., w której jesteśmy razem, Stara Nowa Gwardia i oni wnieśli.
Znak towarowy jest aportem do tej spółki która teraz jest jedynym właścicielem znaku towarowego. Powiedz mi, czy myślisz, że dziś już można mówić o brandzie... Kubota jako marce kultowej w pewien sposób? Myślę, że tak. Ja się kilka jeszcze lat temu jakoś tak wzbraniałam przed tym, musiałam chyba do tego trochę dojrzeć, że ludzie właśnie nazywają Kubotę dobrem narodowym, że nazywają marką ikoniczną, kultową, że sobie Kubotę tatuują, logotyp Kuboty i klapki Kuboty na sobie, w swoim ciele, że się oświadczają w Kubotach, biorą szluby w Kubotach.
Ciężko mi było gdzieś poradzić sobie też z tą presją, bo tak duża rozpoznawalność oznacza presję. No ale myślę że teraz jesteśmy gdzieś jako właśnie firma z tym oswojeni i Cieszymy się tym, bierzemy z tego, czerpiemy z tego masę inspiracji, jest to uważam że gigantyczny zasób marki ta społeczność właśnie i to, że jesteśmy love brandem i my dwa lata temu zrobiliśmy pierwsze badania marketingowe i wyszło właśnie z tych badań, że prawie 70% respondentów rozpoznaje markę, co było dla nas gigantycznym zaskoczeniem.
Ja czułam że my jesteśmy bardzo rozpoznawalni, ale bardziej myślałam, że jest to połowa Polaków a nie prawie 70%, więc to był taki kolejny też moment, gdzie uświadomiliśmy sobie, że Kubota jest bronią masowego rażenia i trzeba z tą bronią się odpowiednio obchodzić że ludzie naprawdę nam ufają, wiele od nas oczekują.
Ta presja jest z jednej strony motywująca z drugiej strony czasami ciężka do dźwignięcia. Ale myślę, że coraz lepiej sobie z nią rodzimy Ale dzisiaj Kubota chyba w ogóle stała się, ja przynajmniej tak postrzegam to, trochę marką międzypokoleniową mam wrażenie, bo ja pamiętam lata dziewięćdziesiąte, jestem w tym wieku że pamiętam Kuboty, w których chodziłem i pamiętam też, jak zachłysnęliśmy się zachodem i jak marki zagraniczne wyparły nasze marki rodzime w pewien sposób.
I jak gdyby mnie ktoś zapytał, to nie byłbym taki przekonany czy młode pokolenia wejdą w to i Kubota wróci w takiej chwale jak wróciła. Ale dzisiaj chyba te badania też pokazują, że Kubota dla różnych pokoleń stanowi wartościową markę. To chyba nie jest tylko brand dla młodych. Bardzo miło mnie to słyszeć Ja faktycznie wiele takich opinii do mnie docieram W zasadzie 6 lat nad tym pracujemy żeby faktycznie Kubota była marką tytelną międzygeneracyjnie żeby osoby z różnych pokoleń się z nią utożsamiały i z jej wartościami.
Ja wielokrotnie powtarzam, że my nie sprzedajemy klapków, nigdy nie sprzedawaliśmy klapków, tylko sprzedajemy wartości. Luz, dystans do siebie, swobodę, komfort. I Uważam że właśnie te wartości stanowią o sile marki one są jak najbardziej czytelne międzygeneracyjnie. I mam nadzieję też za chwilę czytelne za granicami kraju.
Ale to jest jakiś kolejny krok. Więc jak najbardziej, no mam nadzieję, że to się udało zrobić, ale to też nie jest tak, że wszyscy młodzi już nas pokochali, że tutaj nie ma pracy do zrobienia. Wręcz przeciwnie jest cała masa, ale faktycznie jest dużo młodych ludzi, którzy kupują kuboty, którzy totalnie wyczuli to, co chcieliśmy im powiedzieć, jaki komunikat wysłać i jaki w związku z tym też oni komunikat wysyłają do otoczenia ubierając kuboty.
Że mogliby mieć droższe klapki, bardziej powiedzmy markowych, zachodnich marek, ale wybierają kuboty, bo właśnie pokazują, że mają dystans do siebie, że jest im dobrze w kubotach, że to im wystarczy i że sobie cenią właśnie tą swobodę i radość, która jest kojarzona z kubotą. I uważam, że to jest mega super rzecz, która udała się zrobić, ale są też młodzi i wiem o tym z rozmów, które dziś odbywam, z komentarzy które czytam w social mediach, że jest jeszcze grupa młodszych osób, która nie do końca wie, czy głoda to już jest nie obciach, czy nadal obciach.
I to jest super, że młodzi myślą nad tym, że jeszcze nas nie szufladkują, że na pewno obciach, ale że cały czas jeszcze mają jakiś tam problem i to jest, kupa pracy się udało wykonać ale uważam że jeszcze naprawdę jest sporo rzeczy do zrobienia i my będziemy rok po roku myślę, że rozminowywać te wątpliwości, robiąc coraz fajniejsze kampanie, coraz mądrzejsze też kampanie CSR-owe, które cenią młodzi, budować coraz mądrzej markę pracodawcy i pokazywać że naprawdę mamy fajne rzeczy do powiedzenia światu bo myślę, że to jest największa siła Kuboty i Za to też właśnie ta część młodych która nam zaufała, nam zaufała, bo jesteśmy marką z poglądami i ja pamiętam, jak te kilka lat temu, gdy zaczynałam marketing, zaczynałam pracę jako tutaj dyrektorka marketingu w Kubocie, wszyscy mi mówili doświadczeni marketerzy, że przeginamy jeżeli chodzi o nasze deklaracje, o to, co myślimy że bardzo, że mamy bardzo mocne poglądy jak na markę i że lepiej jak marki siedzą cicho.
I dla mnie to było wielkim szokiem że w ogóle, że marketing, wydawało mi się taka otwarta właśnie na innych, na ludzi branża, jest tak zaściankowa i tak gdzieś pozamykana i absolutnie tutaj nawet nie zrobiłam kroków strasznie najmniejszego. Uważam że to była największa wygrana właśnie tej firmy i za to nas młode pokolenie pokochało, że my od początku byliśmy marką z poglądami i teraz minęło kilka lat i to jest normalne że marki mają poglądy.
I gdzieś to koło się zupełnie przekręciło i nagle jakby brak poglądów jest pasej nie jest fajny i sprawia, że marki są nieautentyczne i po prostu młodzi ich nie kupują. No właśnie, bo o to też chciałem zapytać, trochę już mi odpowiedziałaś na to pytanie, bo pomyślałem sobie jak popatrzyłem i na waszą stronę a też jak czytałem wywiady z tobą czy oglądałem, że macie poglądy bardzo mocno komunikujecie też swoje wartości.
Na poziomie firmy na poziomie brandu I pomyślałem sobie, czy to nie jest największe spoiwo waszej organizacji, to znaczy ta spójność wartości na poziomie produktu marketingu i wartości wewnątrzorganizacyjnych, czy to jest zaplanowane, czy to po prostu samo trochę z siebie przez się wyszło przez ludzi, jacy do was dołączyli, czy przez to jacy wy jesteście.
To było zaplanowane tak stricte działanie od początku i strategia czy po prostu określona grupa ludzi, która chciała podążać w tym samym kierunku, a potem to stało się już pewną strukturą. Jak ty byś to widziała? To wspaniałe że mówisz, że widzisz tę spójność, bo ja mam absolutnego zioła na punkcie spójności, totalnego właśnie spójności na poziomie tak jak powiedziałeś produktu marketingu, też marki nie tylko jako marki Klapkowej, odzieżowo-obuwniczej, ale marki pracodawcy.
Dlaczego tak wyszło? Tak wyszło, bo takie były osoby zarządzające kłopotą i to faktycznie było prawdziwie autentyczne, myślę, że ludzie to poczuli i w związku z tym skoro takie były osoby zarządzające marką i tak chciały filmy prowadzić, to zatrudniało określonego typu osoby, bo dobrze się nam z nimi pracowało.
W związku z tym też skoro tacy byliśmy jako pracodawcy, to też chcieliśmy żeby taki był produkt, żeby taki był marketing. To myślę, że bardzo gdzieś wynikało faktycznie z potrzeby Osób, które stały za sterami marki i w związku z tym dlatego też ta spójność udało jej się osiągnąć i ludzie ją widzą. To myślę, że taka była kolejność, tak?
Bo my tacy byliśmy i to czuliśmy, więc nikogo nie udawaliśmy i myślę, że dziś ludzie to dobrze rozczytali, że faktycznie tak to jest, to nie jest niezarzucone to nie jest jakaś ściema marketingowa czy coś, co pasuje pod klucz tak? Tylko ten klucz się stworzył, bo tacy byliśmy. No więc to tak chyba odpowiadając na pytanie, ale trzymanie tej spójności cały czas na wielu poziomach jest bardzo ciężkie.
Tym bardziej że właśnie Marka musi podążać za trendami biorąc pod uwagę bardzo wymagającą branżę, w której jesteśmy i te trendy też się zmieniają, więc musimy za nimi podążać z drugiej strony nie rozmywać tylko DNA, które w sobie mamy i które świadczy o sile Kubota. Myślę, że to olbrzymie wyzwanie, które czeka przed nami biorąc pod uwagę, że jesteśmy uczestnikiem świata mody i to się nie zmieni, ale chcemy dać radę.
Bardzo dziękuję za to, co mówisz tak zupełnie osobiście, bo ja już kilkudziesięciu lat pracuję w biznesie kilkanaście lat w biznesie HR-owym i często mam taki zarzut do biznesu że jest, może to nie zabrzmi tak w pełni odda to, co chcę powiedzieć, ale chodzi mi o to, że My czasem jesteśmy w tym biznesie za poważni, to znaczy czasem za bardzo skupiamy się na procesach i dorobiamy jakąś ideologię do biznesu i wymyślamy kupę rzeczy wokół.
A to, o czym ty mówisz pokazuje taką biznesową prawdę pewną determinację chęć bycia sobą pokazywania i wyznaczania trendów, ale nie na siłę, to znaczy tam jest coś więcej niż tylko chęć zarabiania pieniędzy. I druga rzecz która się przebija i cieszę się też, że ty to podkreślasz, to kurczę, ja wiem że to kosztowało was kupę pracy i że to nie było łatwe i że były chwile zwątpienia, ale z drugiej strony to też nie jest takie trudne jak się chce, to znaczy nie musisz skończyć 10 fakultetów finansów marketingu, mieć doświadczenia w sprzedaży i nie wiadomo czego jeszcze, żeby otworzyć biznes, tylko po prostu mieć determinację chęć spróbowania, odwagę i dziękuję ci za to, bo myślę, że dla wielu osób, które słuchają, może to być inspiracja do tego, żeby podjąć jakieś działanie.
Nie wiem, czy ty też tak to postrzegasz, ale wydaje mi się, że my czasem za dużo kłód sobie pod nogi rzucamy. Na pewno, tak mi się wydaje, aczkolwiek żeby też mieć te propozycje wartości dla klienta w którą wierzymy i Propozycje marki i pracodawcy, to też musimy mieć coś do powiedzenia. Też musimy być w jakiś sposób, przetworzyć te wszystkie informacje i wiedzieć, jacy jesteśmy.
Ja uczciwie mówię że my jako Kubota długo nie wiedzieliśmy jacy chcemy być. My się sami zastanawialiśmy i mieliśmy kilka różnych prób dróg. One gdzieś oscylowały wokół tego koru, który się teraz wykształcił, ale to nie jest tak, że to było od razu. Wręcz przeciwnie. To naprawdę każda osoba która dołączała do zespołu, szczególnie właśnie kadra dyrektorska, menadżerska, dokładała kolejne elementy które gdzieś zbudowały to, co jest teraz, ale to jednak trwało.
Każdy musiał mieć coś do przetworzenia co dał. Wspólnie to musieliśmy właśnie przetworzyć i wybrać i postawić na tego jednego konia. I to nie jest łatwe. W ogóle biznes na pewnym etapie to jest według mnie wybieranie tych najlepszych opcji bo można bardzo wiele, szczególnie w takich firmach jak Kubota, która jest love brandem którą każdy trochę ma pomysł na to jak ona powinna być i tutaj nie dać nie bać się podjąć tej decyzji jacy chcemy być i się tego trzymać jest to naprawdę bardzo trudne bo Kubota mogłaby mieć zupełnie inny odcienie zupełnie inne zabarwienie i może też byłoby fajnie może też byłoby ok też ludzie by to kupili, ale No to jest po prostu nasze i gdzieś musieliśmy sobie odpowiedzieć właśnie, co jest nasze.
Nawet na etapie spisywania kultury organizacyjnej. Wydaje się, że no nic prostszego, tak? No zastanówmy się, jacy jesteśmy i to spiszmy. A pamiętam, że to były naprawdę dosyć emocjonujące burze burze mózgowe, tak? I to czasami rozbijały się konkretne słowa bo ludzie jednak nawet na poziomie semantycznym inaczej odbierają pewne rzeczy I to nie było łatwe.
Więc to jest wszystko teoretycznie proste i brzmi łatwo ale jednak odpowiedzieć sobie na to pytanie, jaką propozycję wartości mamy i się z tym dobrze czuć i umieć to też zaprezentować, to uważam że to jest naprawdę długi proces. To semantyka na poziomie budowania... Marki pracodawcy, ale nie tylko w ogóle przekazu jakiegokolwiek, jakiejkolwiek komunikacji jest istotna.
W ogóle wydaje mi się, że cała praca nad wartościami też w organizacjach to jest taki proces ciągłego uwspólniania, to znaczy żeby wartości które prezentujemy, żebyśmy my jako organizacja rozumieli je tak samo, żebyśmy pod tym jednym słowem umieli zebrać szereg zachowań które są dla nas właściwe i żeby ta wartość znaczyła dla nas wszystkich to samo.
No wspomniałaś już właśnie o wartościach kilkukrotnie wspomniałaś o wartościach na poziomie brandu o wartościach na poziomie organizacji i pracodawcy a my jesteśmy podcastem HR-owym, więc zapytam wprost jaka jest marka Kubota dziś jako pracodawca, jakimi wartościami się kieruje i jakim jesteście pracodawcą po prostu?
Myślę, że jesteśmy pracodawcą, który dużo daje ale dużo wymaga. Staramy się być uważni, elastyczni, otwarci na pracownika, ale to jest to, co dajemy, ale na pewno wymagamy najwyższej jakości komunikacji, wymagamy pełnego zaangażowania, odpowiedzialności za swój obszar oraz umiejętności priorytetyzacji zadań, czyli dużo.
I to też jest tak, że my jako pracodawca się bardzo zmienialiśmy. Od jakiegoś czasu właśnie staliśmy się pracodawcą, który też bardzo mocno oczekuje tej umiejętności priorytetyzacji zadań o której powiedziałam na samym końcu, a wcześniej tego w naszej kulturze organizacyjnej nie było. Tego nastawienia na cel, umiejętności realizowania celów.
My się staliśmy w ogóle firmą nastawioną na cele w ostatnich latach, a zupełnie tak nie było. To się wiąże z przyjściem do firmy Pawła Dąbrowskiego, osoby, która pracowała w... Dziękuję bardzo. Gigantycznych firmach w swoich branżach i wziął z tych gigantycznych firm te najlepsze rzeczy właśnie Tym co przeszczepił na grunt Kuboty był pragmatyzm Słowo które jest nielubiane, które Polacy ma jakieś takie negatywne odium.
Ja tak nie uważam, bo to jest właśnie robienie rzeczy efektywnie i zawsze w kontekście celów strategicznych firmy. I myślę, że my jako firma która miała masę możliwości brakowało nam tego. Brakowało nam tego sfokusowaniu na celu i czasami się gubiliśmy, rozmienialiśmy się robiliśmy dużo małych inicjatyw zamiast kilku dużych Bo za wiele tych propozycji przychodziło.
I z racji naszej niedojrzałości jeszcze menedżerskiej i rozproszenia rozwadnialiśmy się w tym przekazie. Więc to jest na pewno coś, co u nas się bardzo mocno zmieniło i tej umiejętności jako pracodawca oczekujemy. I to jest duża zmiana która nastąpiła na przestrzeni Ostatniego chyba roku właśnie. Bo jeżeli chodzi w ogóle o kulturę organizacyjną, która gdzieś spoiła nas jako pracodawcę i która wypełniła te wszystkie...
Ja lubię mówić o kulturze organizacyjnej jako o czymś co jest pomiędzy. Czego nie widać, co jest pomiędzy tymi rzeczami, których jesteśmy pewni. Gdy nie wiemy, jak się zachować, to żeby właśnie ta kultura była bardzo takim mocnym drogowskazem. I my tę kulturę spisaliśmy dwa lata temu. To naprawdę niedługo.
Ja jestem w ogóle bardzo dumna że i tak, tak młoda spółka posiada tę spisaną kulturę organizacyjną, a z racji że spisaną to przemyślaną i naprawdę szeroko przedyskutowaną zespole. To nie jest kultura którą ja narzuciłam, czy którykolwiek z innych dyrektorów. To jest nasza kultura w którą wierzymy i która właśnie ewoluuje razem z zespołem.
My dwa lata temu byliśmy innym zespołem niż dzisiaj. I już ta kultura z nami się zmieniła, z czego jestem bardzo dumna że po prostu umiejemy się adaptować do nowego i że nie jesteśmy tak ociosani w tym, co gdzieś kiedyś zrobiliśmy i że ta kultura po prostu żyje. Więc myślę, że tak podsumowując, jakim pracodawcą jesteśmy, to właśnie wymagającym dużo dającym i tak jeszcze w kontekście tego dużego dawania Na pewno jesteśmy bardzo elastyczni w kontekście godzin pracy.
Kto kiedy zaczyna kończy pracę. My się głupio nie kontrolujemy, ale co nie oznacza, że nie nadzorujemy w tym kontekście, że odbieramy od siebie pracę. Ja uważam że odbieranie pracy od innych jest wyrazem głębokiego tłacunku i uważności i rozumienia swojej roli. Okej nie lubimy mikromanagementu ale właśnie staramy się też dobrze te prace odbierać To nie jest łatwe i myślę, że tak naprawdę większość mężczyzn lubi tego robić.
Więc z jednej strony brak tego mikromanagementu ale mądry nadzór i duża otwarcie i elastyczność w kontekście godzin pracy, choć nie dyspozycji. My w ogóle jako firma mamy coś takiego, że jak ktoś nie tylko ma menstruację czy migrenę czy chorobę, cokolwiek innego po prostu jest w złej dyspozycji, to może zgłosić tak zwaną właśnie niedyspozycję i tego jakby nie sprawdzamy.
Zakładamy że wszyscy jesteśmy dorośli i że w takiej firmie chcielibyśmy pracować, w związku z tym tak traktujemy też innych i to nam bardzo się zwraca nikt tego nie nadużywa. I oczywiście mieliśmy bardzo wiele obaw wprowadzając te niedyspozycje ale okazało się, że to super działa i ludzie są wdzięczni że traktujemy ich jak dorosłe osoby, a z drugiej strony...
Przez to też jesteśmy efektywni, no bo co z tego, że ktoś udaje że pracuje, a tak naprawdę nie ma nadprzestrzeni gdzieś umysłowej, czy fizycznej bo jest chory. Jesteśmy też otwarci na workation, więc to są takie rzeczy, które staramy się wychodzić naprzeciw też tym nowym trendom w HR, bardzo zresztą mądrym Nie staramy się popaść w skrajność na pewno, ale no nie ukrywam, że wiele wymagamy i bardzo, bardzo wiele, szczególnie w kontekście komunikacji, która u nas jest w ogóle, jeżeli ona stoi na wysokim poziomie, to jest bezpośrednio przekłada się na efektywność.
I w kontekście ownership'u, czyli tej odpowiedzialności za swój obszar, u nas co bardzo często podkreślam, nie sprawdzają się juniorzy. Już dojrzeliśmy do tego, żeby zatrudniać właśnie bardziej doświadczone osoby i być może to się kiedyś zmieni Będziemy mieć jakby procedury które będą lepiej wdrażały juniorów i gdzieś i gdzieś No lepiej wykorzystywały ich potencjał i budowały ich potencjał najpierw a potem wykorzystywały, ale w tym momencie nie ma na to przestrzeni.
I to też była dojrzałość żeby sobie na to odpowiedzieć, żeby sobie to powiedzieć i tak przyjąć, że musimy płacić więcej. Wiesz co, ale super jest to, że bardzo obrazowo o tym opowiedziałaś a nie tylko wymieniłaś wartości, a nie tylko wymieniłaś jakieś takie stemple, które często pojawiają się, czy to w ofertach pracy, czy...
W chwilach pracodawców w różnych serwisach to, co ja wyłapałem na pewno z tego, to jest jedna ciekawa rzecz, bo w pierwszym odcinku naszego podcastu z różą szafranek to też padło. Znaczy różnica między mikromanagementem a odbieraniem pracy. Jedno nie oznacza drugiego i to jest świetne że ty też to podkreślasz, że odbieranie od kogoś pracy nie jest mikromanagementem ale jednocześnie mikromanagement niekoniecznie jest odbieraniem pracy, a właśnie może być bardzo demotywujący i nie sprzyjać temu, żeby środowisko pracy i kultura organizacyjna była dobra.
A druga rzecz to jest ciekawe o czym mówisz, bo jak sobie myślę o organizacjach turkusowych, ale też o tym co ty powiedziałeś to tu jest pewien paradoks, który my zazwyczaj ja wiem jak ja prowadzę swoje zespoły, że często wydaje się, że taka otwartość zaufanie do ludzi, że to jest takie pójście na łatwiznę w zarządzaniu i że to jest i łatwiejsze dla menedżera i łatwiejsze dla...
Ludzi. A moim zdaniem ty też ładnie o tym opowiedziałaś i podkreśliłaś że wręcz przeciwnie. Że zbudowanie zespołu w oparciu o zaufanie, puszczenie kogoś do domu widząc że się źle czuje i że i tak nie wykona dobrze swojej roboty dzisiaj, to jest moim zdaniem po pierwsze bardzo trudne i dla przełożonego dla menedżera i dla pracownika, bo wymaga ogromnej odpowiedzialności.
Obdarowywanie zaufaniem kogoś ale też i budowanie takiego zaufania nie jest łatwe i bardzo się cieszę, że Wam się to udaje i że jesteś dziś choćby w tym podcaście tego ambasadorką. Bo moim zdaniem tylko traktując ludzi jak dorosłych możemy oczekiwać że będą zachowywali się jak dorośli. A jeśli my będziemy cały czas jako menedżerowie w takiej roli rodzica normatywnego To nie oczekujmy, że ktoś będzie brał odpowiedzialność za swoją pracę tak w pełni, skoro ma kogoś kto nad nim ciągle stoi i wyznacza mu granice, i wyznacza mu standardy i będzie korygował.
Więc myślę, że wiele osób zachęciłaś do tego, żeby aplikowali do was, a jednocześnie pokazałaś, że niestety na razie dla juniorów być może nie ma miejsca, ale myślę, że będą czekać na to, aż się znajdzie.
A propos jeszcze tego, co powiedziałeś, to wydaje mi się, że ja teraz w ogóle jestem świeżo upieczoną mamą i jestem po przeczytaniu wielu książek o wychowywaniu dzieci i tam jest cała masa tipów dla menadżerów. Jakby to źle nie brzmiało. I przeczytałam jedną rzecz, że dużo lepiej jest zamiast chronić dziecko przed wszystkimi możliwymi złymi rzeczami, które się mogą wydarzyć, to po prostu zbudować mu kompetencje.
I to jest bardzo trudne. I właśnie trochę o tym jest, tak samo jak rodzicielstwo nie jest o nas ale o dziecku tak samo bycia menadżerem nie jest o nas, tylko o naszych współpracownikach. I jest tak jak niewiele osób to zauważy, tak jak ty to zauważyłeś, że to jest właśnie ciężkie dla menadżera. I jak sobie z tym poradzić?
Nie wiem, czy mam jakieś gotowe tipy? Wiem tylko, że to się zwraca, jeżeli oczywiście są pewne obwiednie tej swobody i pewne granice i znowu tak samo jak w wychowaniu dzieci. I ludzie wiedzą, jakie są zasady, jak jesteśmy transparentni jak wyznaczamy po prostu te granice i wspólnie je tworzymy. I gdzieś budowanie tej autonomii osób, z którymi współpracujemy, nagle ma głęboki sens, bo zaczyna się dziać coś, zaczyna się dziać magia w firmie.
A dla mnie tą magią w firmie jest to, jak ludzie podnoszą papierki z podłogi. I my mamy wpisane w ogóle to wyrażenie w naszą kulturę organizacyjną. I to jest zjawisko, które jest wprost jeden do jednego skopiowane z kultury Netflixa. Reed Hastings pisząc o swojej wspaniałej zresztą kulturze w zasadzie chyba nie kopiowalnej, ale która może być niesamowitą inspiracją.
Dla wielu między innymi dla nas była, mówił właśnie o podnoszeniu papierków ze śmieci, że tak jak w domu, jak widzimy papierek na podłodze, to po prostu go podniesiemy. A z jakiegoś powodu istnieją firmy w których tak nie jest. I on zawsze chciał stworzyć firmę, w której tak będzie. Porykał się z tym problemem wiele, wiele lat.
I to też było moim celem. Zawsze mi się taka firma marzyła, że ludzie naprawdę jest takie gospodarskie podejście do tego, co tworzymy że ta firma jest nie w zarządu, nie właścicieli Jest osób, które w niej pracują, które ją tworzą. I jak to zrobić? To jest temat, myślę, że na kolejny odcinek Ale uważam, że to jest coś najpiękniejszego gdy widzę, gdy ludzie zauważają te symboliczne papierki, faktycznie je podnoszą.
Czasami wyrzucają sami czasami wyrzucają wspólnie, bo te papierki są za duże. Czasami po prostu przekazują komuś inne, bo to nie jest jednak ich papierek. I mówiąc tak symbolicznie właśnie o tych problemach które się rozwiązuje, jeżeli to zaczyna się wydarzać i ta kultura organizacyjna zaczyna żyć swoim życiem Jakby ogniskuje się właśnie w tej ceszcze zespołu, a to jest coś nieziemskiego, za co absolutnie kocham biznes i myślę, że z tego jestem najbardziej dumna, że to się udało właśnie w Kubocie zrobić.
Ta współodpowiedzialność za te drobne rzeczy nawet jest na pewno i charakteryzuje takie biznesy które są spójne i które są dobrze zbudowane, bo ludzie nie przychodzą tam tylko na 8 godzin ale czują że mają jakiś wspólny cel, jakąś misję jakąś wizję, jakby idą w jednym kierunku, więc jeśli tak u Was jest, to to jest naprawdę wyjątkowy sukces, no ale właśnie jakby do tego sukcesu coś Was Doprowadziło Jakie Twoim zdaniem były takie kluczowe elementy które pozwoliły Wam dojść do tego momentu, kiedy jesteście szósty rok na rynku, zespół urósł do kilkudziesięciu osób.
W tej chwili nie mówimy już o tym, że Wy myślicie Z tego, co czytam, planujecie ekspansję zagraniczną. To już nie jest kwestia marzeń to jest kwestia planu. Co Twoim zdaniem było takim, jakie były kluczowe elementy albo może były jakieś takie kamienie milowe, czy wręcz momenty konkretne które, czy sytuacje które się wydarzyły, które spowodowały, że po tych sześciu latach jesteście właśnie w tym miejscu Myślę, że kluczowe były konkretne osoby, które dołączały na poszczególnych etapach budowania firmy.
Naprawdę uważam że zasoby ludzkie to jest coś najważniejszego w każdej firmie i wiem, że bez tych osób na poszczególnych etapach po prostu nie byłoby takiej firmy, jak jest teraz, nie bylibyśmy w tym miejscu. Oczywiście sami ludzie bez strategii i bez kultury to też nie wystarczą, bo to też nie wystarczy ponieważ działają nieefektywnie, przepalają swój czas, stresują się, marnują czas na ścieżki, które w ogóle nie powinny być przedmiotem dyskusji.
W związku z tym ja myślę że takim kluczem i taką triadą trochę... Sukcesu Kuboty byli ludzie, była kultura i strategia I w takiej kolejności tak to się gdzieś wydarzało. Czyli najpierw do zespołu musieli dołączyć wartościowe osoby, które miały know-how, które mały wiedzę, które chciały się adaptować do nowej sytuacji, chciały się zmieniać dla firmy.
Dwa, powstała kultura organizacyjna, która tych ludzi totalnie ze sobą zespoiła i pokazała wartości, które za nimi stoją i dla których się chcemy starać. A trzy, potem pojawiła się strategia która spowodowała że ci ludzie w oparciu o te wartości realizowali cele. Ty w ogóle użyłeś słowa marzenia Ja jestem, może to buńczucznie brzmi, ale jestem osobą która nie mówi o marzeniach mówi o celach i w życiu osobistym i w życiu zawodowym i właśnie strategia jako ten dokument, który pokazał cele, które stoją przed nami jako przed firmą, bardzo mocno ukierunkował zespół, sprawił, że nagle kredytyzowanie zadań jest łatwiejsze i te cele strategiczne rozlały się na cele zespołów cele dyrektorów menadżerów specjalistów i tak dalej.
Sprawdziło rozlicę celów Ludzie są rozliczani raz do roku i co ważne, są rozliczani tylko z celów strategicznych z ich celów indywidualnych, które osiągają zgodę ze strategią, ale też właśnie z wartości umiejętności, z kultury organizacyjnej. Czyli chociażby ta roczna ocena pokazuje że w Kubocie ważne jest i to, i to.
Więc ktoś kto zrealizowałby wszystkie cele roczne, które przed nim stoją, ale zrobiłby to w sposób niezgodny z wartościami, przy okazji naprawdę wkurwił zespół z którym współpracuje i sprawiłby, że się współpracuje z nim ciężko, że ludzie przez niego nie chcą przychodzić do pracy, że jest arogancki, że nie umie się komunikować, wyleciałby z firmy I vice versa, osoba która by wspaniale wpisała się w kulturę organizacyjną, ale nie realizowałaby celów spółki też wyleci z firmy.
I ta druga sytuacja dla nas dużo trudniejsza i rozpadowała nasze cechy charakteru, ale tak już jest. I właśnie pierwsza wersja w ogóle kultury organizacyjnej była bardzo mocno przecholona w stronę wartości, firma była przecholona w stronę kultury organizacyjnej i jej wartości, a z czasem dołożyliśmy właśnie też to nastawienie na cel i stworzyliśmy strategię.
I uważam że teraz jesteśmy zbalansowaną firmą, dopiero teraz, ale to potrzebowaliśmy kilku lat, żeby do tego dorosnąć że ważna jest i kultura, i strategia. I są ludzie, którzy mówią, że kultura zjada strategię na śniadanie tak Tutaj cytuję, że strategia jest, że bez strategii nie ma firmy i tak dalej. Ludzie lubią gdzieś tak przyciągać linę i ja uważam że...
Te dwie rzeczy są bardzo ważne. Czy coś jest ważniejsze? Pewnie tak. Zależy od firmy, zależy od osób, które tworzą te firmy. Ale ja uważam, że to jest teraz największą przewagą. Właśnie to zbilansowanie między strategią a kulturą i pracowaliśmy na to naprawdę bardzo, bardzo długo. To jest świetne co powiedziałaś.
Myślę, że ten fragment dla każdego będzie cenny do odsłuchania. Trochę wydaje mi się, wiem z czego wynika to podejście do tych osób, które mówią że kultura zjada strategię na śniadanie. Bo wydaje mi się, że nadal jest tak w większości przypadków, że rozstajemy się z ludźmi bardziej ze względu na postawę Niż na realizację celów.
Dlaczego o tym mówię? Bo jednak jeśli mamy wspólne wartości i człowiek wpisuje się w kulturę organizacyjną, to tam jest jeszcze pole do tego, żeby nad czymś popracować. Natomiast bardzo często jest tak, że jeśli masz nawet osobę kompetentną ale jej wartości są zupełnie oderwane od tej rzeczywistości, w której funkcjonuje, no to jeśli tej chemii tam nie ma, to pewnie ciężko będzie coś z tego budować dalej.
Ale cieszy mnie to, że ty to ładnie tak ułożyłaś i zbalansowałaś powiedziałaś, że i w jednym i w drugim przypadku dla was decyzja jest jednoznaczna nawet jeśli któraś jest trudniejsza to musi być spójność na obu poziomach. Ja celowo użyłem słowa marzenie w tym kontekście, żeby właśnie pokazać U Was to już nie jest marzenie, to jest cel, Ty wspomniałaś też o tym pragmatyzmie, no ale właśnie, ale zanim te cele, to było jakieś też marzenie, co było na etapie jeszcze budowania dla Ciebie największym wyzwaniem w budowaniu tego biznesu, problemem wyzwaniem jakkolwiek to nazwać?
Myślę, że zbudowanie pewności siebie jako osoby zarządzającej tak rozpoznawalnym biznesem, bo tutaj do momentu Kuboty prowadziłam dochodowy biznes, któremu nikt się nie przeglądał, po prostu chodziłam do pracy, wracałam z pracy i nikt mnie o niego nie pytał, i nikt o nim nie pisał nie chciał przeprowadzać ze mną wywiadów a tutaj nagle naprawdę, z dnia na dzień, no staliśmy się...
Bardzo medialni i to nie było łatwe, nikt mnie do tego nie przygotowywał, ja w zasadzie nie miałam chyba świadomości, że tak to będzie wyglądało, więc musiałam gdzieś zbudować pewne swoje umiejętności, których myślę, że nie miałam jak chociażby no właśnie udzielanie wywiadów, jak tłumaczenie się z pewnych decyzji, jak budowanie tej argumentacji, czemu taka nie inaczej szczególnie jest to ważne, biorąc pod uwagę, że jesteśmy spółką giełdową i teraz my koegzystujemy z inwestorami, oni chcą wiedzieć, dlaczego pewne decyzje mają miejsce, ja to szanuję, rozumiem, ale to też wymaga czasu i jakichś umiejętności budowania relacji inwestorskich i w życiu bym nie pomyślała, że w tę stronę potoczy się moja kariera, więc to na pewno było duże wezwanie, czyli ta medialność na początku wynikająca po prostu z rozpoznawalności spółki, a potem z tego, że funkcjonujemy jako spółka giełdowa i to myślę, że było bardzo duże wezwanie.
Dwa, no to właśnie już zbudowanie tej kultury organizacyjnej, którą się udało zbudować i w ogóle zbudowanie świadomości że coś takiego jest, bo ja się Nie wiedziałam o tym, że coś takiego jak kultura organizacyjna jest, dopiero gdy Iwonka Dąbrowska, dyrektorka kolekcji, po prostu dała mi książkę o kulturze organizacyjnej Netflixa.
Ja to przeczytałam i pamiętam, że oszalałam, tak dosłownie oszalałam i zrozumiałam jak to jest ważne, jaki to może być niesamowity lever biznesowy naszej organizacji, bo mamy absolutnie kompetencje, żeby coś takiego spisać zastanowić się nad tym najpierw, potem spisać i żeby to był magnes naszej organizacji I to też myślę, że był taki moment, gdy my się z tym musieliśmy właśnie zmierzyć.
I trzy, stworzenie pierwszej strategii bo my zawsze jakąś strategię mieliśmy ale to było nie spisane, to było niezburzowane, tego nie poprzedzały warsztaty strategiczne. I tutaj znowu właśnie te wartości z Pawłem Dąbrowskim, który Zajmował się takimi działaniami strategicznymi w innych firmach i on gdzieś wniósł swoją metodologię.
My sobie to znowu właśnie przetworzyliśmy, bo nie wszystko zawsze jest do przeklejania z innych organizacji. Trzeba się zastanowić jak to zrobić u ciebie. I to był taki kolejny myślę, że moment. Czyli podsumowując w kontekście moich osobistych gdzieś tam wyzwań to myślę, że zbudowanie tej pewności siebie, bo mi na pewno...
Długo brakowało a w kontekście organizacji to zbudowanie kultury i strategii, które się tak uzupełniają. Okej ale wiesz co, chciałem Cię jeszcze zapytać o jedną rzecz, ale to co powiedziałaś teraz nasunęło mi trochę inne pytanie. Powiedziałaś o tej medialności, to na pewno był element, który tak jak zresztą podkreśliłaś spowodował, że musiałaś nabyć nowych kompetencji, ale teraz z perspektywy czasu, gdybyś miała powiedzieć, to wolałabyś mieć jednak ten dochodowy biznes dobrze poukładany, fajnie prosperujący, ale bardziej anonimowy, czy jednak kubotę, która jest medialna, ma wpływ no ale wymaga też tego, że ktoś Ci cały czas wiąże się z tym, że ktoś cały czas na Ciebie patrzy, nie tylko inwestorzy ale też rynek ale też media być może.
To co jest Ci bliższe dzisiaj? Myślę, że sama nie wiem, bo z różnych kątów mogłabym spojrzeć na to pytanie i biorąc pod uwagę, że teraz już wiem, że się do tego nadaję jako osoba będąca jedną z twarz tego medialnego biznesu która właśnie udziela wywiadów, która bardzo mocno odpowiada za działania strategiczne i za tworzenie kultury organizacyjnej, czyli nadającej ton organizacji.
I teraz już wiem, że mam te kompetencje i szkoda byłoby ich zmarnować, czyli nie być w takiej organizacji, ale wiem też, ile mnie to kosztuje. Jestem osobą która bardzo ma wysoką ekspozycję na stres i średnio sobie z tym stresem radziłam. Teraz jest trochę lepiej, ale musiałam naprawdę nabrać grubego pancerza, żeby tak było jak jest i wiele mnie to kosztowało.
Więc myślę, że odpowiedź na to pytanie absolutnie nie jest jednoznaczna i myślę, że jakbym nie zasmakowała tego, jak to jest, jak z tą medialnością się czuję, to chyba bym powiedziała, że tego nie chcę. Jak trochę tego zasmakowałam to jest to bardzo ambiwalentne i to jest trochę, myślę, że czułam się tak jak piłkarze którzy kończą karierę próbują różnych rzeczy, a de facto zawsze, czy zazwyczaj bardzo często może nie zazwyczaj, ale bardzo często próbują do tej piłki wrócić przez tylne drzwi jako na przykład trenerzy czy właściciele klubów piłkarskich, bo brakuje im tej adrenaliny.
Być może... Tutaj głośno myślę, też tak byłoby ze mną. Okej no ale to jest bardzo ciekawa odpowiedź bo z perspektywy wydawałoby się, że no fajnie stworzyć taki brand, który jest medialny i chcą cię wszędzie zapraszać i są ciekawi tego, co powiesz jako współwłaścicielka szefowa tego brandu. Natomiast twoja odpowiedź też pokazuje złożoności biznesu ale też życia i podejścia do takich różnych rzeczy, więc myślę, że to jest też dobra odpowiedź dla wszystkich, którzy borykają się z różnymi wątpliwościami, bo życie nie jest czarno-białe więc Chcielibyśmy pewnie prostych odpowiedzi ale ich nie ma albo nie zawsze są.
Ale jeszcze jedno pytanie, zanim przejdziemy powoli ku końcowi. Powiedziałaś o tym, co było tymi kamieniami miliowymi, co wpłynęło najbardziej na sukces. A co Cię najbardziej zaskoczyło w budowaniu marki Kubota od nowa w budowaniu biznesu w ogóle? Czy było coś takiego, co zaskoczyło Ciebie i wywarło jakiś taki duży wpływ?
Myślę, że złożoność tego biznesu mnie zaskoczyła. Ja trochę myślałam przeskakując z branży filmowej, że już ciężko wskoczyć do bardziej wymagającej branży. A tutaj sobie uświadomiłam, jak bardzo się przeliczyłam, jak bardzo wielu rzeczy nie wzięłam pod uwagę. Jak też nie doceniałam świata mody, jak klient jest wymagający.
Jak ciężkie jest nadążanie za trendami. I to słowo trendy... Mówiąc o trendach nie chodzi mi tylko o trendy produktowe, trendy w marketingu w biznesie w HR-ze. W budowaniu marki osobistej w sprzedaży tych trendów jest cała masa, naprawdę sprostanie na tym wszystkim wyzwaniom i potencjalnym możliwościom, które jako marka mamy, jest czymś bardzo stresującym i nauczyłam się mniej chcieć i nie ciągnąć zbyt wielu srok za ogon, bo to było czasami naszą bolączką.
Więc myślę, że to mnie zaskoczyło, co wynikało po prostu z jakiejś tam niedojrzałości biznesowej i naiwności Ja też byłem kilka lat młodsza, mimo że to był mój drugi biznes, to jednak sobie inaczej to wyobrażałam. Myślę, że wiele osób, które tworzą biznes, by się mogło pod tym podpisać niestety dopóki czegoś nie spróbujemy, to trochę nie wiemy, więc trzeba spróbować.
No i postarać po prostu jak najmniej tych błędów popełnić. Więc to myślę, że to mnie najbardziej zaskoczyło. Co jeszcze?
Myślę, że też to zobaczyłam też w sobie, jak bardzo cenię sobie absurd w biznesie ja uważam że tego absurdu w Kubocie jest bardzo wiele, ja strasznie za to cenię ten biznes i kocham i myślę, że właśnie jak mówiłam o czymś, że to mogłoby być trochę uzależniające nie prowadzenie takiego biznesu to nie jest ze względu na tę medialność, którą średnio lubię, ale myślę, że właśnie ze względu na to, że tyle ile abstrakcyjnej sytuacji nas spotkało i ile maili, zdjęć sytuacji, rozmów widzieliśmy i z Kubotami w tle no to jest coś niesamowitego tak, naprawdę to my przez pierwsze lata bo wtedy chyba było to wszystko takie najbardziej nowe i faktycznie najbardziej też ludzie byli tacy responsywni z nami, jeżeli chodzi o te wszystkie też abstrakcyjne rzeczy i pomysły do których mogły być Kuboty czy to wykorzystane, czy jakieś partnerstwa które moglibyśmy zrobić, no to do to przychodziło falami, ja naprawdę czasami myślałam o tym Dzień, noc i się po prostu śmiałam do siebie.
I to było bardzo napędzające i myślę, że gdzieś, no właśnie tak ten Gombrowicz w Kubocie jest dla mnie bardzo bliski i jest zaskakujący bo wcale tak nie myślałam, że też tak bardzo siądzie i gdzieś ludzie to podchwycą, ale właśnie chyba takie Kuboty były, zawsze z tą dużą dozą absurdu i w ogóle. No myślę, że Kuboty uosabiają taką jedną bardzo niedocenianą cechę Polaków, jakim jest fantazja.
Jaką jest fantazja i za to myślę, że ja kocham Kubotę i ludzie kochają Kubotę A to jest niesamowite w ogóle. Ja teraz tak sobie skojarzyłem Pamiętam Kuboty w latach dziewięćdziesiątych ale z racji tego też że współpracujecie z różnymi markami współpracowaliście też z nami przy naszej akcji Szanuj Siebie.
Muszę przyznać Alina, nie chodziłem w wygodniejszych klapkach nigdy i to było moje odkrycie nowo jak nawiązaliśmy tą współpracę i muszę Ci przyznać też, że nic tak się nigdy nie rozchodziło na naszych stoiskach targowych jak właśnie Wasze klapki. Po prostu kolejki się ustawiają, więc zrobiliście kawał roboty i ludzie chyba potrzebują tego, ludzie lubią jak jest im wygodnie, bo my dzisiaj mówimy o zmianie o wychodzenia ze strefy komfortu, ale ten komfort też chcemy sobie zapewniać w pewien sposób, a Kubota to daje, mam takie przekonanie.
Tak, to mega piękne co mówisz bo my naprawdę gdzieś walczymy właśnie, żeby wyruszyć do tej strefy komfortu trochę jako marka i taki przekaz też wysyłamy. Że my z tej strefy komfortu jesteśmy nieustannie wypychani. Ja też na początku właśnie jako osoba współprowadząca Kubotę byłam wypychana i po pewnym czasie wszyscy stwierdziliśmy, że mamy dość, że jakby nie chcemy, że naprawdę dużo tej marcy daliśmy, ale że może rośnijmy trochę wolniej, rośnijmy na własnych zasadach nie rozmieniajmy się, nie rozwadniajmy, planujmy tego DNA marki i właśnie z takim też przekazem wyjdźmy że właśnie wróćmy do tej strefy komfortu, bo o tym też stara Kubota jest.
I to jest piękne w tej starej Kubocie. To jest super konkluzja już niemal na koniec bo jeszcze pozostały mi trzy pytania które chcę ci zadać na koniec takie, które są zwyczajowe dla nas i zawsze je zadajemy One dzisiaj są troszkę zmienione, bo bardziej dotyczą biznesu niż HR-u ale zanim o tym, to jeszcze o akcji Kuboty w muzeum Skąd ten pomysł?
A może to już jest w trakcie, bo ja apeluję o to, żebyśmy pomogli, ale może już coś się dzieje powiedz nam coś więcej Nie, nie dzieje się. Na razie nie możemy jakoś dotrzeć do decydentów Muzeum Narodowego, ale stąd ten pomysł. Ja myślę, że ten pomysł jest trochę personifikacją niewypowiedzianych roszczeń milionów internautów którzy byli wokół Margi przez te 30 lat.
Jakby internauci zbudowali, gdy jeszcze nas nie było reaktywatorów tylko ta Kubota gdzieś jakby była w tle cały czas, jakby minął ten pierwszy boom na Kuboty i potem można gdzieś było dostać te Kuboty, ale było ich niewiele i po prostu ta pamięć ten sentyment do tej marki był podgrzewany właśnie przez internautów.
To oni wymyślili przecież hasło marki Kubota to nie klapki to styl życia i to oni zrobili coś, co właśnie prowadzi nas prosto do muzeum Czyli zrobili z tego dobro narodowe, symbol Polaków i uważam że to jest... Ja na początku jak ludzie określali właśnie w komentarzach Kuboty mianem dobra narodowego, to po prostu się gdzieś kuliłam w sobie i mówię, no nie no, przesadzają, ale teraz już rozumiem że nie przesadzają, że właśnie czemu nie.
Jak się nad tym zastanowić i znowu mieć taką trochę sobie gombrowiczowską odwagę do przełamywania schematów i różnych form, to właśnie może to jest jeden z najpiękniejszych symboli dóbr narodowych, które możemy mieć w tym kraju. Bo Kubota łączy bardzo różne pokolenia bardzo różne światopoglądy. Myślę, że żadna opcja sobie Kuboty nie zaskarbiła, tylko naprawdę wiele Polaków Kuboty nie dość, że rozpoznaje, to jeszcze nosi.
Ja tutaj widzę, że Kubota jest tym mianownikiem i przez moment musiałam się z tym taką właśnie presją tego dobra narodowego i konieczności marki oswoić ale teraz głośno mówię, no czemu nie? Ja uważam, że wielki klapek Kuboty na wejściu do Muzeum Narodowego byłby czymś wspaniałym i naprawdę to można by było wytłumaczyć nie tylko jakby tutaj, nie trzeba by było na to wytłumaczyć Polakom, ale myślę, że też byłoby super ciekawe dla obcokrajowców i to tylko jest kwestia jakiejś odwagi uważam teraz i pod kątem ideowym, filozoficznym no myślę, że mogę na ten temat napisać doktorat.
Trzymam kciuki za to bardzo mocno i będę apelował i też jak będziemy publikować Ten odcinek to na pewno też na LinkedInie o tym wspomnę. Choć nie uważam żebym miał jakieś zasięgi, które Wam w tym pomogą, ale myślę, że warto to promować. A jeszcze bardziej, wiesz co, powiem Ci tak już zupełnie prywatnie to zabrzmi pewnie jak prywata i trochę jest.
Jak tak Ciebie słucham przez te już ponad 50 minut czy niemal godzinę to w ogóle się nie dziwię, że Kubota odrodziła się w Łodzi. Mam takie przeświadczenie, ja przeprowadziłem się do Łodzi w 2007 roku i to wszystko, co mówisz jest dla mnie jakoś tak spójne z tym miastem z ludźmi których tu poznałem, że tym bardziej trzymam kciuki za to, żeby to się udało.
Powiem więcej. My jako marka mamy ten claim, że Łódź nie klapki, to styl życia. Ja sobie wielokrotnie w głowie podkładałam, zmieniałam ten claim, parafrazowałam go w ten sposób, że Łódź to nie miasto to styl życia. I ja uważam, że to naprawdę znowu współgra na takim poziomie lokalnym bardzo mocno. Ja tutaj oczywiście nie chcę ulokalniać tej marki ale jesteśmy łódzcy i jestem z tego bardzo dumna.
Fajnie że to widzisz Mam nadzieję, że to pomaga. Na pewno. To przechodzimy teraz do tych naszych standardowych, dziś w niestandardowym wydaniu pytań. Co szczerze kochasz w budowaniu biznesu Alina
Myślę, że dwie rzeczy. Po pierwsze sprawczość czyli możliwość urzeczywistniania idei i celów. Jak już powiedziałam właśnie wyznaję tej filozofię, że nie ma marzeń są cele. I to absolutnie kocham w biznesie. Myślę, że taką drugą rzeczą jest możliwość tworzenia kultury organizacyjnej. Właśnie zasad, zgodnie z którymi realizujemy te założone cele.
Bo można w bardzo różny sposób dochodzić do celu i wspaniale jest to móc zrobić w pełni świadomie i na własnej zasobie. Jest coś, czego nie znosisz albo nie znosiłaś w tym procesie? Coś co cię jakoś dotknęło wyjątkowo albo zraziło do budowania biznesu? Po pierwsze to, że się jest niewolnikiem biznesu i nawet jak nie pracujemy, to pracujemy.
Ja w zasadzie wszędzie widzę nawiązania do biznesu do kuboty, uwagi konkurencyjne inspiracje. Naprawdę większość rzeczy, które gdzieś mnie spotyka, które doświadczam, po prostu chcąc nie chcąc przepuszczam przez filtr kuboty i bardzo ciężko mi ten tryb wyłączyć. To po pierwsze, a po drugie to, że prowadzę biznes w kraju, który po prostu tego biznesu nie wspiera i który biznesu nie rozumie nie chce zrozumieć i tutaj nie żalę się, po prostu stwierdzam fakt.
Często jak pytamy naszych gości o to, z czego są najbardziej dumni to z tego że ich firmy przez kilkanaście lat przetrwały w Polsce, co jest ciekawa bardzo odpowiedź która często się przewija. No ale właśnie dochodzimy do tego pytania często najbardziej trudnego. Z czego jesteś dziś dumna
Na gruncie osobistym tego, że nie boję podejmować ciężkich decyzji i że bez problemu adaptuję się do nowych sytuacji, że uwielbiam zdobywać nowe umiejętności, uwielbiam się uczyć, że nie boję się nieznanego, że wręcz myślę, że bardzo je lubię i mnie kręci, to tak na gruncie osobistym. A na gruncie Kuboty myślę, że jestem dumna z tego, jaką drogę przeszedł zespół Kuboty, w tym moi najbliżsi współpracownicy.
Myślę, że my się naprawdę niesamowicie zmieniliśmy, dojrzeliśmy jesteśmy teraz naprawdę teamem skutecznych profesjonalistów którzy przy okazji bawią się tym, co robią i dbają o swoich ludzi. Wydaje mi się, że nie mogłabym pracować po prostu w lepszym miejscu Dziękuję Ci bardzo za dzisiejsze spotkanie i rozmowę Było naprawdę bardzo inspirująco.
Mimo że myślę, że nie było takich pytań, które często się w tym podcaście pojawiają, jakieś konkretne narzędzia, czy metody, czy tego typu rzeczy, to cała ta rozmowa staje się pewnym kejsem a propos tego jak budować biznes i jak podchodzić do zatrudnienia ludzi, do budowania kultury organizacyjnej, do stawiania sobie celów do rozliczania naszych współpracowników z zadań które im powierzamy.
Dziękuję Ci za to, Alina. To była bardzo przyjemna rozmowa. Bardzo Ci dziękuję. Dziękuję słuchaczom. A do wszystkich słuchaczy jeszcze raz na koniec Apeluję bardzo mocno jeśli jest ktoś kto może się przyczynić i przyłożyć rękę do tego, żeby akcja Kuboty w muzeum ziściła się, to bardzo Was o to proszę, zróbmy coś z tym.
Jestem mega dumny z tego, że rozmawiam dzisiaj Przedsiębiorczynią, która buduje brand, z którego myślę możemy być dumni jako Polacy, że takie brandy powstają, że mają swój wydźwięk, mają swój kierunek, są odważne. Super, że się odrodziliście w ten sposób i super, że robicie to, co robicie. Dla wszystkich to spotkanie pewnie będzie o różnych tematach.
Dla mnie ono jest zdecydowanie o nauce, o wychodzeniu ze strefy komfortu ale też powrocie do strefy komfortu, więc będę do niego wracał. Jeśli chcecie czegoś więcej o Kubotach się dowiedzieć, to pewnie albo na LinkedInie Aliny, albo na stronie Kubota znajdziecie szereg informacji choćby o wartościach, jakie Kubota sobą reprezentuje.
Tam też znajdziecie sklep więc jeśli chcecie wspierać ten biznes to po prostu kupujcie Kuboty i cieszcie się wygodą. Była dzisiaj z nami Alina Sztok, CEO i współwłaścicielka brandu Kubota i byłem z Wami ja, Karol Kapuściński. Do usłyszenia następnym razem.